Karolina: 03

(Julia K)

Aśka Rec: KAROLINA

 

W poprzednim odcinku:

Byłyśmy z Karoliną w kawiarni. Zamówiłam herbatę, zaś nieznajoma zniknęła w łazience. Po chwili usiadła przy mnie i wówczas dostrzegłam jej nieprawdopodobnie piękne oczy – jedno zielone, drugie niebieskie. Przez dłuższą chwilę milcząco wpatrywałam się w nie, jakbym chciała wszystko z nich wyczytać. Była jedyną spotkaną przeze mnie osobą o takich oczach, niezmiernie rzadko bowiem kogoś takiego się spotyka

 

=====================================

Część 3: Kontynuacja wieczoru, który odmienił moje życie...

 

Moja nieznajoma milczała patrząc na mnie dziwnie niepokojącym wzrokiem. Nagle wzdrygnęła się. Pomyślałam, że to wskutek zimna, jednocześnie myśląc o gorącej herbacie.

– Chodź, tam wypijemy gorącą herbatę – powiedziałam wskazując ręką stację paliw i kierując się w jej stronę – tam jest ciepło i będziesz mogła umyć twarz od krwi.

Poszła za mną, trzymając mnie cały czas za rękę, nawet na chwilę nie puszczając. Na miejscu zamówiłam herbatę, zaś nieznajoma zniknęła w łazience. Po chwili usiadła przy mnie i wówczas dostrzegłam jej nieprawdopodobnie piękne oczy – jedno zielone, drugie niebieskie. Przez dłuższą chwilę milcząco wpatrywałam się w nie, jakbym chciała wszystko z nich wyczytać. Była jedyną spotkaną przeze mnie osobą o takich oczach, niezmiernie rzadko bowiem kogoś takiego się spotyka.

Usiadła obok nic nie mówiąc. Na roku jest ze mną głuchoniema dziewczyna, przez myśl mi przebiegła właśnie ona. Sporo osób jest głuchoniemych, nawet w moim wieku.

– Czy słyszysz mnie? – spytałam.

Kiwnęła potakująco głową, uśmiechając się lekko. Śladów krwi i zewnętrznych oznak pokazujących, że coś w ogóle się stało, już nie było. Ktoś siedzący obok mógłby pomyśleć: „ot, dwie samotne dziewczyny”.

– Jak masz na imię? Co tam na pętli się stało? Czy możesz choć słowo powiedzieć? Zaniepokoiłaś mnie, o takiej porze, z krwią na twarzy, niemalże płacząca… Nie spotykam codziennie kogoś takiego – powiedziałam do niej, ona zaś tylko spuściła głowę.

– Mam na imię Karolina – usłyszałam jej cichy głos – studiuję jak ty, literaturę, tyle że zaocznie.

Zdumiała mnie odpowiedzią i tym, że nosi imię, jak moja siostra. Jednak ten świat jest mały. Z roku wszystkich znam, z kierunku również, nawet zaocznego, przecież jest nas garstka… ale Karoliny nie potrafiłam sobie przypomnieć.

– Dlaczego nie pamiętam ciebie? – spytałam.

– Niewiele robię by być widoczną, tak samo jak ty. Idę twoim śladem – odparła, po czym podniosła głowę prostując się. Była piękną szatynką z niesamowitymi oczyma. Pierwszy raz kogoś takiego spotkałam, i to jeszcze w tak nieprawdopodobnych okolicznościach.

– Odprowadzić cię do domu? – spytała, zaskakując mnie tym pytaniem.

– Przecież nawet nie wiesz, gdzie mieszkam – powiedziałam nie wiedząc, jak zareagować – poza tym, prędzej ja ciebie odprowadzę. Muszę być pewna, że będziesz cała i zdrowa.

– Nawet nie wiesz, ile dobrego dla mnie zrobiłaś… – odpowiedziała dopijając wolno herbatę.

 

Nie wiedziałam, co myśleć – skąd u mnie tyle empatii dla osoby, bądź co bądź, zupełnie mi obcej?… Pomyślałam, że długo dziś nie będę mogła zasnąć. Było już po dwudziestej drugiej a ja nie miałam ochoty iść piechotą taki kawał drogi, dopóki kursują dzienne autobusy. Co miała na myśli, mówiąc „nie wiesz, ile dobrego dla mnie zrobiłaś”? Bo naprawdę nie wiedziałam. Nie wiedziałam, co myśleć o niej, zupełnie nie kojarzyłam jej ze studiów. Co robiła nieopodal pętli, samotna, zakrwawiona, płacząca? Tego nie wiem. Dużo niewiadomych myśli chodziło mi po głowie…

– Idziemy na autobus? Musimy przejść na drugą stronę.

– Wiem, też tutaj mieszkam.

– Wiesz, gdyby nie późna pora, zaprosiłabym cię do siebie, ale zanim dojedziemy autobusem, zanim dojdziemy, będzie około dwudziestej trzeciej, a jutro muszę wstać wcześniej.

– Przecież nic nie mówię. Ale obiecaj mi, że spotkamy się i przeczytasz mi swoje wiersze. – Zatkało mnie, ani słowem nie wspomniałam jej o wierszach, nawet na uczelni mało kto wie, że piszę. Kim ty jesteś, Karolino? Nie wiem nic o tobie, nic nie mówiłam o sobie, a już tego, że piszę wiersze, na pewno.

– Poznasz mnie. Obiecuję. Ale daj czasowi czas. Dziś szłaś tak długo, aż mnie spotkałaś. Tak miało być… – powiedziała. Jej słowa mnie zadziwiały. Miałam wrażenie, iż za chwilę powie, że celowo na mnie czekała

– Wiedziałam, że nadejdziesz, dlatego czekałam na ciebie. –powiedziała potwierdzając moje przeczucie...

Nadjechał autobus. W głowie miałam jeden wielki mętlik. Jak to – na mnie czekała? Skąd wiedziała, że w ogóle nadejdę? Przecież mogłam iść ulicą Krakowską, omijając pętlę też bym doszła. Za dużo pojawia w moim życiu metafizycznych zjawisk. „Tak ma być?” – zadałam sobie pytanie.

– Tutaj wysiadam – powiedziałam do Karoliny.

– Ja przystanek dalej. Ale jutro spotkamy się? – spytała jakby się upewniając.

– Jeśli zechcesz?

– Pewnie, że chcę. Chcę byś czytała mi własne wiersze, i przeczytała opowiadanie o naszym spotkaniu, które powstaje w twojej głowie.

To był szok. Skąd wiedziała o opowiadaniu? Jakim zmysłem dowiedziała się o jego istnieniu? Przecież ledwie zarys istniał, luźny pomysł, nic pewnego. Ponieważ zbliżał się mój przystanek, nie zdążyłam nic powiedzieć, oprócz zdawkowego:

– Do jutra…

– Do jutra, zadzwonię do ciebie, Asiu.

Kolejne zdziwienie – nie pytała mnie o mój numer telefonu, ani ja o jej… ale pomyślałam po chwili, że może go ma od kogoś z roku.

Zastanawiające to wszystko, Karolina, niejasne okoliczności poznania. Wszak nie wiem skąd ta krew na jej twarzy, nie wiem skąd ona wie, że piszę wiersze. Wreszcie, jakim cudem wie, że powstanie o niej opowiadanie?

Karolino, kim jesteś?… Pytałam sama siebie, skąd wiedziała o mnie takie rzeczy. Ponieważ byłam już zmęczona nieoczekiwanym spotkaniem, tyleż tajemniczym, co nieprawdopodobnym, szybko zasnęłam.

 

Innowacja pedagogiczna jest finansowana ze środków przyznanych przez Urząd Miasta Gdańsk.

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! templates by AgeThemes