Covid rujnujący relacje międzyludzkie.

Drukuj

Podzielę się tym, co mnie bardzo denerwuje jak chodzi o Sars-Cov-2. Zauważyłam, że Covid zmienia relacje rodzinne. Co mam na myśli?


Na pewno słyszeliśmy wszyscy przysłowie łacińskie mówiące: „Człowiek, człowiekowi jest wilkiem”. Przysłowie to oznacza, że ludzie są wrogo do siebie nastawieni.
Nie istotne jest to czy ty czytalniku wierzysz w pandemię czy nie. Moim zdaniem każdy odbiera to w inny sposób. Moja rodzina jest na ten temat podzielona, tak jak pewnie każda, ale do sedna.
Na początku pandemii w Polsce wszyscy z rodziny obawiali się, że jak do nich pojedziemy to od razu zarazimy ich koronowirusem, bo moja mama pracuje w szpitalu, a badali wszystkich z oddziału na obecność wirusa.
Nie dajmy się zwariować. Restrykcje restrykcjami, ale to spowodowało, że my jako domownicy poczuliśmy się odrzuceni.
Wczoraj miałam jechać do mojej kuzynki, a moi rodzice z bratem mieli pojechać do mojej babci. Mama podczas rozmowy z moją babcią powiedziała, że zamierzają wstąpić do brata ciotecznego mojej mamy. Babcia, usłyszawszy o zamiarach moich domowników, odradzała im ten pomysł, ponieważ mój wuj jeździ na rynki jako sprzedawca i może rozwozić wirusa. Moja mama po rozmowie z babcią zaczęła się wąchać czy jechać.
Odnoszę wrażenie, że do kogo moja mama nie zadzwoni, odradzają jej zobaczyć się z bratem ciotecznym.
Od zawsze było nam wszystkim wiadomo, że strach naprawdę zmienia oblicza ludzi, ale żeby unikać rodziny, bo może mieć Covid? To znaczy, że mój wuj z rodziną do końca pandemii nie będzie mógł się spotkać z najbliższą rodziną od strony swojego ojca lub matki? Bo wszyscy się boją, że zachorują.
Odrzucamy innych przez lęk i obawę, a powinniśmy pomyśleć,jak dana osoba poczuje się na naszym miejscu. Nie mam racji? Ja tylko gdybym, ale co jeśli Covid się nigdy się nie skończy? To ludzie mają czuć się wyobcowani i popaść w depresję, bo nikt nie ma na tyle odwagi, by odwiedzić go tylko na godzinę.